Jak się wdarłeś na to bezdroże,
wędrowcze mój zagubiony...?
Odtąd nikt ci już nie pomoże,
W mych ramionach będziesz zbawiony.
Widzę, kuszą cię śliskie ostępy,
czernią błotne mary zdradliwe,
chodź, rozerwę twój ból na strzępy
i wypruję trzewia lękliwe...!
Dłonie moje jak dzikie harpie,
podejdź, wtul się do mego łona!
Ale najpierw nimi rozszarpię
zbroję smutku, niech wreszcie skona!
Niech opadną cienia zasłony
i odkryje się tajemnica,
w niebo wzbiją się snu demony!
To ja – Prawda, dzika wilczyca.
OKRES DOJRZAŁY CZ. 5
Architektura Muzyka Zabytki Sztuka