Wiedziałbyś gdzie szukać. Stałam tak schowana
za drewnianym słupkiem, tam gdzie zwykle z rana.
Wyrwana na moment od życia w chaosie,
duszą zasłuchana tylko w jednym głosie.
Lecz nie mogąc dłużej znosić jego brzmienia,
chciałam wybiec prędko, uciec od marzenia.
Zagrodziła mi drogę smukła, ciemna postać,
z którą mi się dawniej przyszło gorzko rozstać.
Chwyciło mnie nagle silne ramię śmiało
i szarpaną wiatrem wierzbę przytrzymało.
Tuliło tak mocno, aż puściły dreszcze,
a w ceglanych murach śpiew nie ucichł jeszcze.
I na kruchą chwilę pojednać nas zdołał,
gdy ostatnie dźwięki gasły dookoła.
01.10.2026 r.
Zabierz mnie, miły, tam gdzie wśród drzew
szeptem wiatru już tylko będziemy.
Gdzie kroków nie słychać, lecz ptaszęcy śpiew,
w tej niebieskiej otchłani uśniemy.
Zanurzymy się w srebrze strumienia,
mgieł woale nam będą osłoną,
a ciał naszych nagich zdumienia
knieja skryje kotarą omszoną.
Świt się mlekiem rozleje po kniei,
śpiewną ciszą nam łoże zaściele,
a nas, sennych po leśnej kąpieli
szmaragdowe okryją pościele.
Miękkie gniazdo nam ptaki uwiły,
z chłodnych ramion cieni splecione.
W modrym runie spoczniemy, mój miły,
w leszczynową wtuleni zasłonę.
Pod perłową poświatą mgieł szklistych
stoją cienie smukłych żurawi.
Tu na zawsze zostańmy, w świetlistych
nieskończonych dolinach Nawii.
18.10.2026 r.
Gdybyś był wiatrem, jedyny,
znalazłabym cię we włosach,
w szumiących polnych kłosach,
wśród drżącej pajęczyny.
Gdybyś był deszczem, kochany,
to bym szukała ciebie
w pokołtunionym niebie,
grzmiącym jak mroczne organy.
Ty, Słońce, jesteś tymczasem
jeziora nocnym chłodem,
złotym lipowym miodem,
utkanym z szeptów lasem.
Jak promień nieuchwycony,
przysiadłszy na moment na trawie
stajesz się snem na jawie,
świetlistym, nieskończonym.
03.10.2026 r.
20.09.2026 r.
Wielbię szept Twój, Boże, w jego cichym głosie,
ubóstwiam Twój dotyk w jego czułych dłoniach,
zamyślonej głowie, duchem tchniętych skroniach
i w pośpiesznych kroków milknącym odgłosie...
Widzę Twoje oczy w jego jasnym wzroku
co radością karmi serce, które łaknie
ciepłych objęć Słońca, kiedy go zabraknie,
a dusza osłabła zanurza się w mroku.
Oddech jego, Panie, Twoim wiecznym tchnieniem
przysiada jak motyl płochy na mej twarzy,
jest radością, smutkiem, tęsknotą, natchnieniem.
Myśl skrywana biegnie za jego spojrzeniem,
spłoszona, na więcej się nigdy nie waży
niż chwila pragnienia. Reszta - jest milczeniem.
Gdzie jesteś czarnooka?
Czy w tobie wciąż się tli
ta miłość, tak głęboka?
Kochana, wybacz mi!
Gdzie jesteś ciemnowłosa?
W twych oczach słońce lśni,
i perły, i niebiosa
w twym cieniu! Wybacz mi!
Gdzie jesteś słodkolica?
Tyś wino w mojej krwi!
Jak srebrny chłód księżyca
milcząca, wybacz mi...
17.09.2026 r.
Jak z pajęczyn perły rosy
strząsam z siebie tożsamości.
Burzę mury, gaszę stosy,
dukt toruję do wieczności.
Byłam Słońcem i Księżycem,
co się jednym ciałem stały.
Jahwe, Buddą, Swarożycem,
a dziś…? Pustką. Światłem białym.
Byłam chórem zwojów świętych
okadzonych w złotej skrzyni,
tych natchnionych i przeklętych.
A dziś…? Piaskiem na pustyni.
Byłam gromem, burzą, mrokiem,
hukiem, ostrzem błyskawicy.
Dziś - błękitem za obłokiem,
wśród aniołów bladolicych.
A sny tęskne i pragnienia,
czy się spełnią, czy nie spełnią...?
Kiedyś żądne ukojenia,
dziś nieważne. Jestem Pełnią.
02.09.2026 r.
OKRES DOJRZAŁY NA NOWO ODKRYTY 3
Architektura Muzyka Zabytki Sztuka